Zakaz Fotografowania - Dyskusja&Porady

Zwiń
X
 
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts
  • Max_im
    Uzależniony
    • 2006
    • 668

    #31
    CH/sklep jest przeważnie miejscem ogólnodostępnym
    ale to w większości przypadków teren prywatny
    Kiedyś słuchałem audycji na temat możliwości lub niemożliwości
    interwencji policji na parkingach przed takimi sklepami
    (chodziło o parkowanie na miejscach dla inwalidów)
    Dylematem było że to jest miejsce prywatne i znaki ustalił właściciel według swego zamysłu
    ".......abym ochronił wyobraźnię przed złudzeniem, że nowszy aparat zmieni mnie w lepszego fotografa." A Mroczek

    Komentarz

    • piszczal
      Początki nałogu
      • 2006
      • 459

      #32
      CH są miejscami prywatnymi w sensie prawa prywatnej własności dopiero po zamknięciu placówki jako sklepu.
      Do tego czasu są miejscem użyteczności publicznej i nikt nie ma prawa zabronić w takim miejscu niczego (oddychania, fotografowania, czytania książki, słuchania MP3) co nie jest zabronione prawem polskim.
      I tak jest różnież w domu prywatnym, z tym wyjątkiem, że tam właściciel ma prawo wyprosić osobę, która mu się nie "podoba"
      aktualnie: Canon EOS R6 | Sigma A 35/1.4 DG HSM | Canon 135/2 L | Canon 16-35/4 L

      Komentarz

      • tom517
        Początki nałogu
        • 2007
        • 495

        #33
        To moze i ja podziele sie wrazeniami:
        Na dziedzincu Muzeum Watykanskiego wyjalem statyw i chcialem zrobic fotke wspolnie z zona. Sekunda po rozstawieniu ochroniaz zaczal machac zeby schowac bo nie mozna. To ja zmienilem duzy statyw na stolowy, ochroniarz popatrzyl i juz nic nie mowil. Zastanawia mnie do jakiej wielkosci akceptuja i ewentualnie co by powiedzieli na monopod .

        Komentarz

        • Max_im
          Uzależniony
          • 2006
          • 668

          #34
          Prawda jest taka że, te zabawki którymi się posługujemy zwracają uwagę
          nie każdy widz wie dlaczego co i z czym się używa
          a jak ktoś chce zrobić fotkę tam gdzie niewolno to i tak sobie poradzi
          ".......abym ochronił wyobraźnię przed złudzeniem, że nowszy aparat zmieni mnie w lepszego fotografa." A Mroczek

          Komentarz

          • laur
            Bywalec
            • 2006
            • 144

            #35
            Co do zakazu używania lamp to za każdym razem przypomina mi sie moja wycieczka do Luwru, najbardziej oblegany był oczywiście obraz Mona Lizy, był tam wielki zakaz fotografowania... oraz stała grupa około 50-70 ludzi trzaskających zdjęcia z lampami :-) ochroniarz tylko stał z boku....
            Co do ustnych umów, to przykładowa babuleńka najpier wyrazi zgodę na zrobienie i publikację zdjęcia, za jakiś czas np wnuk jej powie że była głupia i można na tym zarobić i przed sądem wszystkie sie wyprze.Słowo przeciw słowu i wtedy sądzę że sąd raczej się skłoni do jej racji...
            Kilka moich zdjęć: http://www.fotoik.pl/index.php?akcja=autor&rid=2951
            Moja galeria: http://laur.ovh.org/

            Komentarz

            • SAM
              Bywalec
              • 2005
              • 206

              #36
              Zamieszczone przez szybki-pl
              No tak a co wy na zakazy używania lamp błyskowych i statywów. Z tymi statywami to jest najleniej:-)

              Znajomy ostatnio był na wycieczce w jaskiniach w Czechach i nie pozwolili mu używać statywu. Ale jak kładł aparat na skałach i robił foty samowyzwalaczem to wszystko było OK a foty jak ta lala wyszły, ładniejsze niż na widokówkach:-p
              W parku pałacu w Wilanowie (Warszawa) jest również zakaz robienia zdjęć ze statywu bez zgody dyrekcji.
              Informują o tym strażnicy przy wejściu widząc statyw.

              Komentarz

              • Kolaj
                Pełne uzależnienie
                • 2006
                • 3293

                #37
                Zamieszczone przez arturs
                [OT]
                Czy jakby był napis "polakom,żydom i murzynom wstęp wzbroniony" to wg ciebie byłby ważny bo "ktoś sobie nie życzy" i lepiej go nie łamać bo kultura tego wymaga? Albo "Zakaz wstępu blondynów" - i przypadkiem będąc blondynem nie wchodziłbyś do sklepu bo kultura.. o tym tu dyskutujemy - że niektóre zakazy nie mają żadnej mocy prawnej.. czasy "Nur fur Deutsche" na szczęście już minęły..
                [/OT]
                Obawiam się, że jeżeli to jest teren, który ma prywatnego właściciela, to taki właściciel może sobie nawet takie dyskryminujące regulaminy ustalać i będzie to zgodne z prawem choć z pewnością nie będzie zgodne z dobrym obyczajem. Na własnej działce mogę sobie ustanowić przepis zezwalający na wejście tylko osobom, których PESEL jest podzielny przez 7. Wpuszczam lub nie wpuszczam kogokolwiek, wedle jakichkolwiek kryteriów, choćby tym kryterium było tylko moje widzimisię. Dura lex sed lex.

                Komentarz

                • gokyu
                  Coś już napisał
                  • 2007
                  • 65

                  #38
                  Zamieszczone przez krecio
                  Opowiem swoja "przygode".
                  W maju tego roku bylem na "polowaniu" na swoim tradycyjnym terenie lowieckim czyli Dolnym Slasku. Bylo nas trzech (2x5D + 350D). Jezdzimy sobie od palacu do palacu, pstrykamy i jest ogolnie fajnie. Szlak nas zawiodl do wsi Siecieborowice. Tam oczywiscie byl sobie palacyk. Znalezlismy go, podjezdzamy. Brama otwarta, napis na OTWARTEJ NA OSCIEZ bramie wskazuje, ze teren jest we wladaniu jakiejs spodzielni rolniczej. Ale zakazu wstepu nie ma. No to wchodzimy. Wyjmujemy aparaty i zaczynamy pstryk, pstryk. Natknelismy sie na jakichs robotnikow i dla pewnosci pytamy czy mozna wejsc. Oni tylko wzruszyli ramionami. Swiadomie pytalismy o wejscie na teren a nie o zgode na fotografowanie. W chwili gdy juz konczylismy, z palacu wybiega do nas jakis sniady gosc. Biegnie i drze jape - oddawac aparaty! W pierwszym odruchu byl u nas smiech i uznalismy to za dobry zart ale facet nie zartowal. Okazal sie byc turkiem z Niemiec. Przedstawial sie jako wlasciciel obiektu. Oczywiscie bylismy grzeczni (naprawde) przepraszalismy za wtargniecie, powiedzielismy, ze jego pracownicy pytani przez nas nie reagowali. Gosc mial to gdzies i zaczal od razu nas wyzywac od zlodziei. Po niemiecku. Tak nas okreslil w rozmowie ze swoja polska zona. Ja mu zwrocilem uwage, ze to nie jest jezyk ktorego w Polsce nikt nie zna i zeby dalej nas tak nie nazywal. I wtedy sie zaczelo. Padly konkretne "slowa", grozby, itd. Do tego stopnia, ze chcial abysmy wykasowali juz zrobione fotki. Oczywiscie kazdy mial przy sobie Data-Bank i w trakcie pyskowy uzyty byl guzik "copy". Mniej wiecej do tego momentu bylismy spokojni aczkolwiek facet sie rozkrecal. Ostatecznie zaczal nam grozic policja. I tu juz przegial. Zaproponowalismy mu, ze nawet podamy telefony do komendy wojewodzkiej w Breslau zeby bylo skuteczniej. On na nas popatrzyl tylko jakos dziwnie i kazal swojemu robolowi zagrodzic nasze auto. Sam zablokowal nas z drugiej strony. Pomyslalem sobie "koles, teraz to juz dales d... na maksa". Wyjalem telefon i sam wezwalem Policje. Final byl taki, ze ludkowie zostali spisani a policjanci zadali nam pytanie czy podtrzymujemy swoja skarge na bezprawne zatrzymanie. Oczywiscie policja otrzymala pelna relacje obu stron calego zajscia. W obu podstawowym elementem bylo robienie zdjec. NIKOGO (Policje) TO NIE INTERESOWALO. A przy okazji okazalo sie, ze turek nie byl wlascicielem tylko dzierzawca. Konczy mu sie umowa w grudniu. Raczej mu nikt nie przedluzy
                  Aha, przy okazji napomknal, ze ten palacyk to nie zabytek bo tak sobie zalatwil. No, coz... Nie tylko on umie zalatwiac
                  Tak wiec wniosek jest jeden. Pytac czy mozna wlazic na teren (to jasne). Ale zabronic utrwalenia wizerunku, zwlaszcza zabytku to (srodkowy palec mi sie wyprostowal).
                  no i z calym szacunkiem drogi kolego ale miales sporo szczescia - mogl ci po prostu turas pierdyknac w sprzet i tyle byloby twojego... i co z tego ze prawo stoi za toba, ze nawet policjant pokiwal ze wspolczuciem glowa - turas, jak sam stwierdziles byl tylko zarzadca - umowa sie konczy - on spierdziela do niemiec i tyle go WSZYSCY!!!! widza... a swoja droga jakby jakis czarny "szmelc" powiedzial mi zem zlodziej - to sam odlozylbym na chwile aparat na trawe (ponoc byla was tam trojka)??? chyba ze zle czytam... heheheh

                  a tak baj de lej - owszem macie racje ze stojac na publicznym chodniku mozecie robic papieza nago - ale po co naparzac sie z polglowkami ochroniarzami, wiecie jakim sprzetem sie poslugujecie, wiecie jakiz on jest precyzyjno-delikatny - przeciez wystarczy zwykla przepychanka i juz jestescie "w plecy jakby na to nie spojrzec"... czy jest TA satysfakcja ze sie "nagadalo" cieciowi - warta???!!!??? - pozdrawiam

                  Komentarz

                  • terminator
                    Początki nałogu
                    • 2007
                    • 325

                    #39
                    Zamieszczone przez Wats0n
                    Po dzisiejszej konsultacji z prawnikiem potwierdziło się to, co wyżej zostało napisane: robić zdjęcia możemy praktycznie wszędzie.
                    Korekta - wszędzie oprócz Dworca PKP we Wrocławiu??:
                    __________________________________________________ ____
                    " W zasadzie dla Polaków nie ma rzeczy niemożliwych do zrobienia,
                    chyba że... muszą zbudować drogę."

                    Komentarz

                    • pst
                      Uzależniony
                      • 2006
                      • 560

                      #40
                      Zamieszczone przez tom517
                      To moze i ja podziele sie wrazeniami:
                      Na dziedzincu Muzeum Watykanskiego wyjalem statyw i chcialem zrobic fotke wspolnie z zona. Sekunda po rozstawieniu ochroniaz zaczal machac zeby schowac bo nie mozna. To ja zmienilem duzy statyw na stolowy, ochroniarz popatrzyl i juz nic nie mowil. Zastanawia mnie do jakiej wielkosci akceptuja i ewentualnie co by powiedzieli na monopod .
                      jak byłem w Efezie to przewodnik zaczął gadać że nie można robić zdjęc ze statywu (rozłożyłem bo chciałem mieć zdjecie z żoną i nie chciałem żeby ktoś inny je robił ;-) )
                      przy wejsciu nie było zadnych zakazów ani informacji - normalnie robiłem dalej ze statywu

                      W Hiszpani w Sagrada Familia to panowie przy wejsciu grzecznie poprosili o statyw i przechowali w kanciapie

                      no na lotniskach z reguły pytam, ale jak robiłem zdjęcia samochodów wystawionych w holach to nikogo nie pytałem (Bruksela, Frankfurt, Duesseldorf)

                      ciekawy wątek


                      Komentarz

                      • drg
                        Dopiero zaczyna
                        • 2008
                        • 32

                        #41
                        Czyli w miejscach ogólnodostępnych jak sklep czy CH można robić zdjęcia również w środku w przypadku zakazu fotografowania w postaci tabliczki, chcąc np. zrobić sobie zdjęcie pośród bananów na samie? Czy to, że miejsce jest dostępne zezwala tylko na dowolne robienie zdjęć obiektu z zewnątrz?

                        I pytanie niepasujące do wątku, ale była poruszona tematyka, więc przy okazji - robiąc zdjęcie grupie, np. szkolnej grupie dzieci lub młodzieży (sztuk 20), publikując zdjęcie nie jest wymagana ich zgoda? Nawet w celach zarobkowych?

                        Komentarz

                        • Ergo5218
                          Coś już napisał
                          • 2008
                          • 65

                          #42
                          W Tunezji potrafią występować spore kłopoty z robieniem zdjęć.W maju usiłowałem pstryknąć zdjęcia w nocy w miejscowości Sidi Bou Said w pobliżu Tunisu, w porcie jachtowym. Zanim rozstawiłem statyw pojawiło się 2 tajniaków i niezbyt grzecznie poinformowało mnie, że nie można robić zdjęć. Przy okazji zerknęli na aparat 400d+grip z sigmą 17-70 i zadali pytanie, czy jestem dziennikarzem , bo jeśli tak żeby cokolwiek fotografować w całej Tunezji muszę mieć specjalne pozwolenie. Nie potrafię stwierdzić, czy w całej Tunezji są tak wyczuleni, czy wpływ na to miał fakt, że około 5 km od portu jest pałac prezydenta. Tajniacy wyglądali ja z filmów o Iraku Husajna, więc grzecznie wróciłem ja jacht :smile:.
                          7D mark II; C17-55 f/2,8; C 70-200 f/2,8 IS II; C 85 f/1,8; C 10-22, 430EX II
                          Moje fotki www.gasin.pl

                          Komentarz

                          • JerzyC
                            Bywalec
                            • 2006
                            • 103

                            #43
                            Pracuję dla gazety branżowej (budownictwo) jako fotograf, mam legitymację prasową znam obowiązujące przepisy a i tak przynajmniej raz w tygodniu mam do czynienia z policją ! którą to najczęściej ja wzywam dlatego że jestem bezprawnie zatrzymywany przez ochronę. W ochronie obiektów najczęściej pracują ludzie prości a nawet prymitywni, którzy wiedzą tylko tyle że mają pilnować obiektu.

                            Komentarz

                            • jkl8
                              Początki nałogu
                              • 2008
                              • 274

                              #44
                              [QUOTE=Olszewski;387920]Witam,

                              Interesuje mnie pewna kwestia po przeczytaniu kiedyś i kilku wątków na forum Canon-Board. Chodzi o zakaz fotografowania i konsekwencje wynikające z jego złamania

                              Do Łodzi kilka lat temu przyjechała z USA studentka architektury. Chodziła po mieście fotografowała to co ją interesowało - czyli architekture. Dobrze jej szło dopóki nie dotarła do biurowca firmy Gillete (tej od maszynek do golenia). Stanęła sobie bidulka na chodniku i pstrykała, aż tu nagle pojawił się ochroniarz z zakazem fotografowania. Może mieli jakieś kłopot w skomunikowaniu się, może studentka z dalekiej Ameryki nie rozumiała dlaczego nie może fotografować budynku z ulicy, trudno powiedzieć. Sytuacja zaczęła się rozwijać czyli p. studentkę zabrano z ulicy (ochrona) do budynku firmy i tam pewnie próbowano wytłumaczyć słownie, że to Polska właśnie. W budynku spędziła jakiś dość długi czas, zamknięta w sumie wbrew swej woli, nie pamiętam ale chyba w końcu ktoś powiadomił Policję. Może to była nawet sama zatrzymana. W ten sposób odzyskała wolność. To nie koniec historii, ponieważ Gillete to firma amerykańska, a studentka również z USA, to poskarżyła się w centrali. No i chyba tym momencie w polskiej filii zaczęło się robić gorąco. Studentkę przepraszali, proponowali powtórzenie sesji zdjęciowej i w ogóle pewnie by w tyłek jej weszli.
                              To nie koniec tej historii. Sprawa obiła się sporym echem wśród fotografującej łódzkiej gawiedzi i urządzono pokazówkę. O wcześniej uzgodnionej godzinie w konkretnym dniu chodnik przed nieszczęsnym budynkiem zaroił się od osób fotografujących czym kto miał. Fotografowanie budynku trwało kilka chwil od tamtej pory sądzę że nikt z ochrony tego budynku nie będzie zakazywał jego fotografowania z ulicy.
                              I patrząc z drugiej strony tzn. ochroniarza, często są to ludzie bez żadnej wiedzy teoretycznej do wykonywania tego fachu. Zostali zatrudnieni, ubrani w mundurek i już. Dla nich w pracy najważniejszym prawem jest polecenie ich pracodawcy. A że pracodawca jak ma ładny/ciekawy budynek to się tego boi/wstydzi/ma coś do ukrycia to pierwszą myślą jest że nikt nie może sfotografować najlepiej nawet żeby nie patrzył.

                              Komentarz

                              • cwanakubwa

                                #45
                                Zamieszczone przez JerzyC
                                W ochronie obiektów najczęściej pracują ludzie prości a nawet prymitywni, którzy wiedzą tylko tyle że mają pilnować obiektu.
                                Heh Bracie - gdyby było inaczej, to znaczy NIE byli by prości i prymitywni.... to by tam nie pracowali. Oczywiście nie uogólniam, bo znam kilku ochroniarzy o wielkiej klasie i inteligencji. Ba jednego nawet o gigantycznej wiedzy historycznej.
                                Co do zachowań - mam z ochroną (która mnie zna jak zły szeląg ) do czynienia na codzień na obiekcie znanym w Krakowie (ba i w Polsce) którego to nazwę przemilczę. Otóż mamy obowiązek nosić identyfikatory na szyi na tzw. smyczy. OK - jasne proste i oczywiste. Trudno sie temu nie podporządkować. Ale niedaj Bóg jak się smycz przekręci i identyfikator pokaże awers. Kiedyś o mało nie wyleciałem za bramę mimo że tam pracuję. I nie jest to wymysł właściciela firmy - bo w sumie ma to w d... - tylko tzw. "dowódcy" ochrony.
                                Pozdrawiam.

                                Komentarz

                                Pracuję...