iczek
29-11-2006, 11:03
1) Omawiane zdjęcie
http://www.piotrbiegaj.com/ROZNE/IMG_1743.JPG
2) Tytuł zdjęcia:
Agata "u Grass’a"
3) Opis techniczny zdjęcia:
a) aparat: 5D
b) format obrazka: 35mm
c) nośnik (rodzaj kliszy w analogu): Lexar 1GB
d) obiektyw: 50/1,5 USM
e) przysłona: 1.6
f) migawka: 1/20
g) czułości: 100 ISO
h) ogniskowa: 50mm
i) tryb: AE
j) AF: (one shot)
k) lampa: światło zastane, blendy
l) MLU: nie
m) statyw: nie
n) inny sprzęt: brak
o) techniki specjalne: brak
4) Opis jak powstało zdjęcie
Powstanie zdjęcia można opisać w jednym zdaniu lub się rozwodzić.
W jednym zdaniu to będzie mniej więcej tak: znalazłem fajną klatkę schodową z miękkim światłem, poznałem zdolną dziewczynę i zrobiłem jej zdjęcie :)
Ale można też dłużej i z ładną fabułą. To będzie wówczas tak:
Zdjęcia w starym Wrzeszczu chodziły za mną jakiś czas. Przypadkowo odwiedziłem kolegę mieszkającego w fantastycznej kamienicy z cudownymi strychami i małymi klatkami gdzie jeszcze nadal ubikacje są na korytarzach. Co stanowi zresztą dodatkowa atrakcję :)
Ale klimat przedwojennego Gdańska z opowieści Huntera Grass’a po prostu sączy się z tych obdrapanych ścian. Uparłem się i poszukałem fajnej, kameralnej klatki. Przyznam, że zabawiłem się w listonosza i schodziłem połowę dzielnicy. Domofony stały się bowiem plagą „artysty” Wszędzie obecnych czasach :) Wszędzie się tłumaczyłem gdzie włażę i po co. Pewnie dobrze, ale upierdliwe to strasznie.
Miałem więc już plener. Brakowało modelki. Przez znajomych udało się spotkać naprawdę zdolną dziewczynę (amatorkę), która po prostu ma we krwi pozowanie (tak to oceniam z perspektywy tych kilkunastu sesji, które zrobiłem). No i sama się malowała – to oszczędność forsy na wizaż, choć czasami lepiej aby mieć kogoś z zewnątrz, bo dziewczyny bez przygotowania technicznego nie za bardzo potrafią malować w ogóle, a już siebie to ciężej tym bardziej. Ale tu nie było tak źle, zwłaszcza, że makeup miał być naturalny. Maskujący raczej.
Dzień był ważny i pora dnia też. Słońce tylko parę godzin operuje dokładnie w okno i trzeba się sprężać. Poza tym nie może ono być zbyt intensywne. Nadszedł dzień, zgranie, samochodzik, pakowanko, 10 kilo sprzętu i wio. No i to chyba wszystko o tym jak powstało zdjęcie od strony przygotowań i całego tego zaplecza.
[Na koniec wstępu mała dygresja. Ostatnio ktoś na forum poruszył temat: czy w pokoju hotelowym można focić bez zgody właścicieli. Otóż ja postanowiłem być równie praworządny i postanowiłem załatwić sobie zgodę administracji budynku na fotografowanie. To była mega głupota :( Wprawdzie trafiłem na bardzo życzliwą kierownik rejonu, ale okazało się, że ona poinformowała zarząd wspólnoty, że będzie sesja no i …. Możecie sobie wyobrazić ile musiałem jakiemuś kościanemu dziadkowi tłumaczyć co będę robił z młodą laską na klatce. Była masa śmiechu, ale w sumie odradzam !!! praworządność, bo nikt nawet się nie zainteresował mną w czasie fotografowania. A na klatkę mnie wpuścił mieszkaniec bez problemów. Zresztą, w tym samym domu zrobiłem drugą sesje na strychu i nawet mieszkańcy sami dali mi klucz. Jest jedna jedyna metoda – trzeba być kulturalnym i miłym. Bez chamstwa. To „klucz” do wszystkich „drzwi”. No i posprzątać po sobie.]
5) Opis dlaczego zdecydowałeś się na takie właśnie ustawienia.
Jak opisać własne zdjęcie? Autor postawiony jest raczej w głupiej sytuacji. Skupię się więc na technice. To chyba zresztą najciekawsze dla ew. adeptów fotografii.
Cóż… . Mnie wydaje się to banalne i czasami po prostu nawet nie zauważam czegoś, co dla ludzi zaczynających „zabawę” w portret jest bardzo istotne i ważne. Będę wiec pisał o wszystkim, nawet jeśli dla większości z Was będzie to elementarz. A ponieważ nie jest łatwo przedstawić w tak krótkim tekście całej wiedzy, to pewnie niektóre myśli będą dość chaotyczne.
Ustawienie sceny:
Jak widać Agata stoi plecami do małego okna, na którym na szczęście były strzępy jakiejś firanki. Mówię na szczęście, bo dzięki temu zadziałała ona trochę jak płaszczyzna rozpraszająca i zablokowała trochę światła, jednocześnie zmiękczając je.
To ważne. Bo udało się pomimo ostrego przepalenia i dużych różnic oświetlenia zachować jakieś detale firanki. W sumie efekt, który otrzymałem w tej konkretnej sesji od początku zgrał się z moim wyobrażeniem tejże. Już naciskając migawkę miałem to cudowne uczucie, że That’s it! To czasami przychodzi i już wiesz, że będzie ok.
[I tu znowu mała dygresja: wiedziony doświadczeniem uczulam fotografów, że jak w czasie sesji maja wrażenie, że zrobili już to jedno, najlepsze i wymyślone zdjęcie to trzeba przerwać sesje! Ja tak robię. Bo potem szkoda czasu ludzi i materiału. Ale to wrażenie przychodzi z czasem.]
Oświetlenie modela:
Koncepcja oświetlenia była dość prosta. W ciemnej klatce (nie chcąc z założenia używać flasha) musiałem wykorzystać słońce przy pomocy blend. Używałem blend srebrnych. Jak widać po oczach Agaty obie blendy w tym konkretnym kadrze znalazły się po jej prawej stronie. Jedna oparta o ścianę, a druga prawie leżała na ziemi. Światło z blend było dość ostre i dość skoncentrowane, bo używałem okrągłej blendy małej dość (80cm) i owalnej jako dopełnienie (140cm wysoka). Jak wiadomo im mniejsza blenda, tym światło silniejsze i bardziej skoncentrowane; w związku z tym nauczyłem się stosować, w zasadzie ZAWSZE, dwie blendy. Jedna oświetla dokładnie ten fragment, który chce (twarz np.), a druga dopala okolice aby „zbić” dodatkowo kontrasty i cienie.
W ten prosty i tani sposób wyrównuje oświetlenie sceny. Tak samo działa np.: duży softbox w studio który gdzieś oddalony dopełnia światło główne.
W sumie zasady stosowane w studio i tutaj są podobne. W obu wypadkach mamy uzyskać dobrze doświetlony obiekt i zminimalizować kontrasty. Reszta to już wolna wola fotografa.
Wiec mam już światło. Agata się pomalowała, bo akurat robi to sama, no i zaczyna się teraz główna zabawa…
Pozowanie.
Cóż można napisać. Cała ta zabawa w pozowanie to kwestia wyczucia, smaku zarówno modelki jak i fotografa i umiejętności oceny sytuacji zdjęciowej na wizjerze (chyba że się nosi laptopa – to bardzo ułatwia ocenę własnych poczynań, ale też jest bardzo, ale to bardzo czasochłonne, szczególnie jeśli robimy RAW :) ). Nie będę oryginalny i powiem, że ja robię dość dużo zdjęć na sesjach i w trakcie oceniam na podglądzie czy dana kompozycja mi pasuje. Mam wprawdzie w oczach gotowe sceny i raczej staram się narzucić modelce zachowanie, pozy i ruchy, ale też zmieniam to często po zobaczeniu testowych strzałów. Aga wiedziała co ja chce i była praktycznie sama ustawiona dobrze, czasami wykonywała konkretne polecenia. Jeśli jednak modelka nie umie „zagrać” to żadne wysiłki fotografa nie naprawią zdjęć. Dlatego warto zainwestować w modelkę, która ma obycie i wie co robić z twarzą. Czasami trzeba też polegać na wyczuciu samego modela, bo (zwłaszcza jeśli ma doświadczenie) to wiedzą jak się zachować i jaki ruch wywoła to co chce fotograf.
Ja czuwałem wówczas nad tym aby nie „uciekła” mi ze sceny, aby trzymać kąty, aby oczy miała otwarte itp., itd.
[Dygresja nr 3 - Tutaj przypomina mi się trochę moja pierwsza jazda samochodem po mieście na kursie. Niby wszystko wiesz, ale jak tu skoordynować patrzenie na drogę, ze światłami, pasami, znakami drogowymi i przerzucaniem biegów!? :). To mniej więcej to samo jak pierwszy raz robisz portret. Skupiasz się na detalu, a potem się okazuje, ze za plecami modelki cały czas było drzewo lub na odwrót: kontrolujesz tło, a tutaj włosy modelki zakryły jej oczy :)
Naprawdę trzeba mieć oczy naokoło głowy. Patrzeć na makijaż czy nie siadł, na światło czy nie uciekło, na ręce, ułożenie dłoni itp. Dlatego zawsze każdemu polecam prace w zespole. Ja poznałem kilka wizażystek z Trójmiasta, z którymi przyjemnie się pracuje (najczęściej na zasadach fotki za malowanie) i one mają przykazane aby przerywać mi zdjęcia i natychmiast poprawiać co widzą, że jest źle. W ferworze pracy (ja mam jakiś trans zazwyczaj, ciśnienie mi skacze i odpływam kombinując co poprawić w obrazie) fotograf nie widzi wszystkiego. Pomoc jest nieodzowna. Ja chciałbym pracować w 3-osobowym teamie: fotograf, pomocnik do światła, statywów oraz wizażystko-stylistka. To według mnie optimum.]
Tutaj założyłem, że skupimy się na oczach, które u Agi są przyciągające, a poza tym cały antourage raczej nie skłaniał ku poszerzaniu kadrów więc siłą rzeczy bazowaliśmy na twarzy, ramionach czyli dość szerokim portrecie. To miała być więc sesja portretowa kobiety z delikatnym akcentem ubioru i otoczeniem niecodziennym dla większości oglądających. Delikatny makijaż jedynie miał podkreślić cechy twarzy i zamaskować (wygładzić) skórę. Zmatowić. Jedynie włosy Agaty przypominały, że każda babka ma charakterek :)
Nic tak nie ciągnie wzroku po zdjęciu jak nieostrości. Więc mała głębia oraz piękna perspektywa rozmycia ręki (szkiełko 50mm/1.4 robi swoje) sprawiła, że odbiorca ogląda zdjęcie od lewej i idzie po ręce do oczu. Są pewnie tacy, co robią to odwrotnie i najpierw wyłapują w kadrze ostrości (to naturalny odruch), ale wówczas też siła wzroku modelki jest spora i zdjęcie można w sumie „czytać” z obu stron.
Przysłona 1.6 (tak na wszelki wypadek, bo nie mam zaufania do tego szkła Canona i trochę boje się front i backfocus’a) to pewnie jakieś parę zaledwie cm ostrości, ale o to chodzi. Spokój całości burzy jedynie kolor bluzki i jej „luźność”. Na gładkich ramionach dodaje delikatności ostrej fryzurze Agaty. Całość balansuje się ładnie dla mnie (głupio mi tak pisać, ale takie mam wrażenia). Myślę, że to zagrało.
Ściana niestety się wali po lewej, ale cóż. Nie ma zdjęć doskonałych, poza tym raczej trzeba się przypatrzeć aby się doczepić akurat do tego.
Z technikaliów przypomina mi się dodatkowo, że stosowałem niskie czułości (bałem się szumów w tym świetle) i czasy miałem cholernie długie. To widać na RAW, gdzie delikatne poruszenie musiało zostać skorygowane w PS funkcją unsharp.
Nie stosowałem w czasie sesji zewnętrznych światłomierzy. Ufam Kanonowi, a poza tym umiem czytać wykresy i nawet jeśli podgląd był niby ok., to zawsze sprawdzałem jak rozkłada się światło i tonalność zdjęcia na wykresach. Ja zresztą uważam, że podgląd służy JEDYNIE do oceny kadrowania i kompozycji. Zarówno rzeczywista ostrość fotki i naświetlenie można ocenić jedynie na dużym monitorze i pliku.
6) Opis postprocessingu.
Obróbce podlegał plik RAW. Robię jedynie w RAW, bo uważam, ze mam wtedy kontrolę nad efektami pracy w PS i konwersja umożliwia już wstępną poprawę lub zmianę tego co uzyskałem na surowym zapisie. Nie uważam się za dobrego operatora DTP wiec i braki w tym zdjęciu są spore. Trzeba by poprawić cienie pod oczami, wyrównać trochę makijaż. Po prostu moje próby pogarszają efekt wiec zostawiam jak jest. W końcu nie drukuje tego w magazynach:) A gdybym musiał to wychodzę z założenia, że są od tego specjaliści, którzy też chcą zarobić. Z pozostałych rzeczy to poprawiłem kontrasty, zbiłem nasycenie kolorów, bo lubię efekt spranych kolorów i Levelami wyrównałem różnice w tonalności poszczególnych partii zdjęcia. Zabiegi podstawowe. Potem przyciąłem fotę, unsharp po zmniejszeniu i…. jest.
7) "filozofia"
Troszkę sprowokowany, z dużą nuta nieśmiałości, rozpoczynałem ten „wykład”.
I ten cudzysłów jest tutaj bardzo uzasadniony, bo absolutnie nie czuje się wykładowcom w dziedzinie fotografii. Proszę uznać więc, że jest to pewna próba przekazania mojego doświadczenia fotograficznego ludziom, którzy chcą poznać kulisy pracy z modelem/modelką, z portretem ludzkim ogóle. Może to trochę śmiesznie brzmi dla kolegów, którzy znają mnie z zupełnie innej strony fotografii, czyli ptaków, ale parałem się nie tylko przyrodnicza fotografią.
Dodam jedynie, że traktować chciałem bardziej o fotografii portretowej stylizowanej niż portrecie w ogóle. Bo mnie interesuje stwarzanie rzeczywistości w portrecie. Nie oddanie tego co jest (reportaż), ale właśnie zbudowanie tego co mam w głowie.
Jak więc zacząć?
Może tak: nie jestem zawodowcem. Nie żyje z fotografii i praktycznie na niej nie zarabiam.
Traktuje ją jako hobby. Od kilkunastu lat fotografuje różne dziedziny. To poszerza ogląd fotografii i pozwala łatwiej poruszać się w kolejnych projektach. Poza tym, buduje się doświadczenie sprzętowe, które jest moim zdaniem nieodzownym aspektem „umienia robienie zdjęć”. Denerwuje mnie i smieszy gadanie, że dobrą fotę zrobić można Holgą czy Zenitem. Pewnie można. Ale po cholerę się męczyć? Być może w tego typu fotografii (portret) rzeczywiście nie trzeba mieć 8kl./s, ale jakoś szkieł jest już nieodzowna. Wiec stałoogniskowe szkła to często podstawa. Polecam gorąco. Róznica jest naprawde widoczna. W plastyce, w rozmyciu w perspektywie.
A portret?
Może krótka historia, która się przyda do zrozumienia skąd u mnie temat portretowy. Nie wszyscy bowiem są stworzeni do pracy z ludźmi. To żadna ujma, po prostu czasami przełamanie wstydu do obcowania z modelami jest bardzo trudne. Zwłaszcza jeśli fotografia jest bardzo emocjonalna i osobista.
U mnie doga do pracy z ludźmi była dość prosta. Niewielkie doświadczenia z pracą fotoreportera w lokalnych dziennikach (oj zamierzchłe czasy studiów) sprawiły, że niejako z obowiązku zacząłem fotografować ludzi. W ich codziennych sytuacjach, ale też coraz częściej pojawiały się zlecenia robienia zdjęć tzw. ilustracyjnych. Trzeba pokazać kogoś w jego miejscu pracy, ale nie przy biurku, tylko wymyślać jakiś ciekawy dla odbiorcy aspekt, złapać jakieś światło, ujęcie oddające specyfikę i charakter człowieka. Wkrótce wyczerpały się pomysły na biurka, drzwi, krzesła wyniesiona na ulice i człowiek mimowolnie zaczął „odjeżdżać” z modelami w strony zupełnie abstrakcyjne choć nadal w ramach zlecenia.
I tutaj narodziła się pierwsza jaskółka „wiosny fotograficznej” w mej głowie.
Skoro można człowieka namówić do tego, aby stanął na środku ulicy na jednej nodze i włożył sobie na głowę talerz z XVII wieku i jest to dyrektor muzeum w Gdańsku - to widocznie ludzie lubią takie zdjęcia, a czytelnik zawsze zapamięta takiego ‘gościa’ bardziej niż smutnego pana za stołem.
Tak zrodziła się fotografia portretowa kreacyjna w mojej głowie. Dalsze kroki to już rzemiosło i opanowanie kanonów pracy ze światłem zastanym. Do dzisiaj sporadycznie używam błysku. Nawet jako dopełnienia. Wole poczekać na pochmurny dzień, aby oszczędzić modelowi walenia po oczach. Różnica w pracy z niedoświadczonym modelem, który reaguje na błysk jest naprawdę wielka. Błysk rozprasza i robi z sesji kolejne ujęcia. Porwane. Jak nie używam lampy to zdjęcia płyną, poza świadomością modelki.
Naturalnym następstwem była późniejsza praca już z modelami, którzy po prostu zaczęli mi służyć do realizacji kolejnych pomysłów, już czysto osobistych i przeznaczonych do szuflady. Tutaj warto napomknąć, że mój stosunek do modeli ma charakter czysto przedmiotowy. Ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Jak cześć fotografów, tak i ja uważam, że model jest jednym z wielu, kolejnych elementów mojej sceny fotograficznej i to fotograf ma zagospodarować jego możliwości. Unikam więc współpracy z modelami na zasadzie: no pokaż coś od siebie, uśmiechnij się mała, czy owiane już legendą: „pokaż seks mała” :). Ja zdecydowanie kreuje to co się dzieje w studio czy na plenerze. I moim zdaniem tak właśnie powinno być. Stąd ew. „porażki” całości sesji są przypisywane na moje konto w całości i nigdy nie powiem, ze to wina modela. Choć oczywiście są modele, którzy lepiej lub gorzej potrafią wejść w moje oczekiwania.
No to chyba na tyle. Nie wiem na ile przyda się to moje bajanie, ale życzę wszystkim powodzenia.
http://www.piotrbiegaj.com/ROZNE/IMG_1743.JPG
2) Tytuł zdjęcia:
Agata "u Grass’a"
3) Opis techniczny zdjęcia:
a) aparat: 5D
b) format obrazka: 35mm
c) nośnik (rodzaj kliszy w analogu): Lexar 1GB
d) obiektyw: 50/1,5 USM
e) przysłona: 1.6
f) migawka: 1/20
g) czułości: 100 ISO
h) ogniskowa: 50mm
i) tryb: AE
j) AF: (one shot)
k) lampa: światło zastane, blendy
l) MLU: nie
m) statyw: nie
n) inny sprzęt: brak
o) techniki specjalne: brak
4) Opis jak powstało zdjęcie
Powstanie zdjęcia można opisać w jednym zdaniu lub się rozwodzić.
W jednym zdaniu to będzie mniej więcej tak: znalazłem fajną klatkę schodową z miękkim światłem, poznałem zdolną dziewczynę i zrobiłem jej zdjęcie :)
Ale można też dłużej i z ładną fabułą. To będzie wówczas tak:
Zdjęcia w starym Wrzeszczu chodziły za mną jakiś czas. Przypadkowo odwiedziłem kolegę mieszkającego w fantastycznej kamienicy z cudownymi strychami i małymi klatkami gdzie jeszcze nadal ubikacje są na korytarzach. Co stanowi zresztą dodatkowa atrakcję :)
Ale klimat przedwojennego Gdańska z opowieści Huntera Grass’a po prostu sączy się z tych obdrapanych ścian. Uparłem się i poszukałem fajnej, kameralnej klatki. Przyznam, że zabawiłem się w listonosza i schodziłem połowę dzielnicy. Domofony stały się bowiem plagą „artysty” Wszędzie obecnych czasach :) Wszędzie się tłumaczyłem gdzie włażę i po co. Pewnie dobrze, ale upierdliwe to strasznie.
Miałem więc już plener. Brakowało modelki. Przez znajomych udało się spotkać naprawdę zdolną dziewczynę (amatorkę), która po prostu ma we krwi pozowanie (tak to oceniam z perspektywy tych kilkunastu sesji, które zrobiłem). No i sama się malowała – to oszczędność forsy na wizaż, choć czasami lepiej aby mieć kogoś z zewnątrz, bo dziewczyny bez przygotowania technicznego nie za bardzo potrafią malować w ogóle, a już siebie to ciężej tym bardziej. Ale tu nie było tak źle, zwłaszcza, że makeup miał być naturalny. Maskujący raczej.
Dzień był ważny i pora dnia też. Słońce tylko parę godzin operuje dokładnie w okno i trzeba się sprężać. Poza tym nie może ono być zbyt intensywne. Nadszedł dzień, zgranie, samochodzik, pakowanko, 10 kilo sprzętu i wio. No i to chyba wszystko o tym jak powstało zdjęcie od strony przygotowań i całego tego zaplecza.
[Na koniec wstępu mała dygresja. Ostatnio ktoś na forum poruszył temat: czy w pokoju hotelowym można focić bez zgody właścicieli. Otóż ja postanowiłem być równie praworządny i postanowiłem załatwić sobie zgodę administracji budynku na fotografowanie. To była mega głupota :( Wprawdzie trafiłem na bardzo życzliwą kierownik rejonu, ale okazało się, że ona poinformowała zarząd wspólnoty, że będzie sesja no i …. Możecie sobie wyobrazić ile musiałem jakiemuś kościanemu dziadkowi tłumaczyć co będę robił z młodą laską na klatce. Była masa śmiechu, ale w sumie odradzam !!! praworządność, bo nikt nawet się nie zainteresował mną w czasie fotografowania. A na klatkę mnie wpuścił mieszkaniec bez problemów. Zresztą, w tym samym domu zrobiłem drugą sesje na strychu i nawet mieszkańcy sami dali mi klucz. Jest jedna jedyna metoda – trzeba być kulturalnym i miłym. Bez chamstwa. To „klucz” do wszystkich „drzwi”. No i posprzątać po sobie.]
5) Opis dlaczego zdecydowałeś się na takie właśnie ustawienia.
Jak opisać własne zdjęcie? Autor postawiony jest raczej w głupiej sytuacji. Skupię się więc na technice. To chyba zresztą najciekawsze dla ew. adeptów fotografii.
Cóż… . Mnie wydaje się to banalne i czasami po prostu nawet nie zauważam czegoś, co dla ludzi zaczynających „zabawę” w portret jest bardzo istotne i ważne. Będę wiec pisał o wszystkim, nawet jeśli dla większości z Was będzie to elementarz. A ponieważ nie jest łatwo przedstawić w tak krótkim tekście całej wiedzy, to pewnie niektóre myśli będą dość chaotyczne.
Ustawienie sceny:
Jak widać Agata stoi plecami do małego okna, na którym na szczęście były strzępy jakiejś firanki. Mówię na szczęście, bo dzięki temu zadziałała ona trochę jak płaszczyzna rozpraszająca i zablokowała trochę światła, jednocześnie zmiękczając je.
To ważne. Bo udało się pomimo ostrego przepalenia i dużych różnic oświetlenia zachować jakieś detale firanki. W sumie efekt, który otrzymałem w tej konkretnej sesji od początku zgrał się z moim wyobrażeniem tejże. Już naciskając migawkę miałem to cudowne uczucie, że That’s it! To czasami przychodzi i już wiesz, że będzie ok.
[I tu znowu mała dygresja: wiedziony doświadczeniem uczulam fotografów, że jak w czasie sesji maja wrażenie, że zrobili już to jedno, najlepsze i wymyślone zdjęcie to trzeba przerwać sesje! Ja tak robię. Bo potem szkoda czasu ludzi i materiału. Ale to wrażenie przychodzi z czasem.]
Oświetlenie modela:
Koncepcja oświetlenia była dość prosta. W ciemnej klatce (nie chcąc z założenia używać flasha) musiałem wykorzystać słońce przy pomocy blend. Używałem blend srebrnych. Jak widać po oczach Agaty obie blendy w tym konkretnym kadrze znalazły się po jej prawej stronie. Jedna oparta o ścianę, a druga prawie leżała na ziemi. Światło z blend było dość ostre i dość skoncentrowane, bo używałem okrągłej blendy małej dość (80cm) i owalnej jako dopełnienie (140cm wysoka). Jak wiadomo im mniejsza blenda, tym światło silniejsze i bardziej skoncentrowane; w związku z tym nauczyłem się stosować, w zasadzie ZAWSZE, dwie blendy. Jedna oświetla dokładnie ten fragment, który chce (twarz np.), a druga dopala okolice aby „zbić” dodatkowo kontrasty i cienie.
W ten prosty i tani sposób wyrównuje oświetlenie sceny. Tak samo działa np.: duży softbox w studio który gdzieś oddalony dopełnia światło główne.
W sumie zasady stosowane w studio i tutaj są podobne. W obu wypadkach mamy uzyskać dobrze doświetlony obiekt i zminimalizować kontrasty. Reszta to już wolna wola fotografa.
Wiec mam już światło. Agata się pomalowała, bo akurat robi to sama, no i zaczyna się teraz główna zabawa…
Pozowanie.
Cóż można napisać. Cała ta zabawa w pozowanie to kwestia wyczucia, smaku zarówno modelki jak i fotografa i umiejętności oceny sytuacji zdjęciowej na wizjerze (chyba że się nosi laptopa – to bardzo ułatwia ocenę własnych poczynań, ale też jest bardzo, ale to bardzo czasochłonne, szczególnie jeśli robimy RAW :) ). Nie będę oryginalny i powiem, że ja robię dość dużo zdjęć na sesjach i w trakcie oceniam na podglądzie czy dana kompozycja mi pasuje. Mam wprawdzie w oczach gotowe sceny i raczej staram się narzucić modelce zachowanie, pozy i ruchy, ale też zmieniam to często po zobaczeniu testowych strzałów. Aga wiedziała co ja chce i była praktycznie sama ustawiona dobrze, czasami wykonywała konkretne polecenia. Jeśli jednak modelka nie umie „zagrać” to żadne wysiłki fotografa nie naprawią zdjęć. Dlatego warto zainwestować w modelkę, która ma obycie i wie co robić z twarzą. Czasami trzeba też polegać na wyczuciu samego modela, bo (zwłaszcza jeśli ma doświadczenie) to wiedzą jak się zachować i jaki ruch wywoła to co chce fotograf.
Ja czuwałem wówczas nad tym aby nie „uciekła” mi ze sceny, aby trzymać kąty, aby oczy miała otwarte itp., itd.
[Dygresja nr 3 - Tutaj przypomina mi się trochę moja pierwsza jazda samochodem po mieście na kursie. Niby wszystko wiesz, ale jak tu skoordynować patrzenie na drogę, ze światłami, pasami, znakami drogowymi i przerzucaniem biegów!? :). To mniej więcej to samo jak pierwszy raz robisz portret. Skupiasz się na detalu, a potem się okazuje, ze za plecami modelki cały czas było drzewo lub na odwrót: kontrolujesz tło, a tutaj włosy modelki zakryły jej oczy :)
Naprawdę trzeba mieć oczy naokoło głowy. Patrzeć na makijaż czy nie siadł, na światło czy nie uciekło, na ręce, ułożenie dłoni itp. Dlatego zawsze każdemu polecam prace w zespole. Ja poznałem kilka wizażystek z Trójmiasta, z którymi przyjemnie się pracuje (najczęściej na zasadach fotki za malowanie) i one mają przykazane aby przerywać mi zdjęcia i natychmiast poprawiać co widzą, że jest źle. W ferworze pracy (ja mam jakiś trans zazwyczaj, ciśnienie mi skacze i odpływam kombinując co poprawić w obrazie) fotograf nie widzi wszystkiego. Pomoc jest nieodzowna. Ja chciałbym pracować w 3-osobowym teamie: fotograf, pomocnik do światła, statywów oraz wizażystko-stylistka. To według mnie optimum.]
Tutaj założyłem, że skupimy się na oczach, które u Agi są przyciągające, a poza tym cały antourage raczej nie skłaniał ku poszerzaniu kadrów więc siłą rzeczy bazowaliśmy na twarzy, ramionach czyli dość szerokim portrecie. To miała być więc sesja portretowa kobiety z delikatnym akcentem ubioru i otoczeniem niecodziennym dla większości oglądających. Delikatny makijaż jedynie miał podkreślić cechy twarzy i zamaskować (wygładzić) skórę. Zmatowić. Jedynie włosy Agaty przypominały, że każda babka ma charakterek :)
Nic tak nie ciągnie wzroku po zdjęciu jak nieostrości. Więc mała głębia oraz piękna perspektywa rozmycia ręki (szkiełko 50mm/1.4 robi swoje) sprawiła, że odbiorca ogląda zdjęcie od lewej i idzie po ręce do oczu. Są pewnie tacy, co robią to odwrotnie i najpierw wyłapują w kadrze ostrości (to naturalny odruch), ale wówczas też siła wzroku modelki jest spora i zdjęcie można w sumie „czytać” z obu stron.
Przysłona 1.6 (tak na wszelki wypadek, bo nie mam zaufania do tego szkła Canona i trochę boje się front i backfocus’a) to pewnie jakieś parę zaledwie cm ostrości, ale o to chodzi. Spokój całości burzy jedynie kolor bluzki i jej „luźność”. Na gładkich ramionach dodaje delikatności ostrej fryzurze Agaty. Całość balansuje się ładnie dla mnie (głupio mi tak pisać, ale takie mam wrażenia). Myślę, że to zagrało.
Ściana niestety się wali po lewej, ale cóż. Nie ma zdjęć doskonałych, poza tym raczej trzeba się przypatrzeć aby się doczepić akurat do tego.
Z technikaliów przypomina mi się dodatkowo, że stosowałem niskie czułości (bałem się szumów w tym świetle) i czasy miałem cholernie długie. To widać na RAW, gdzie delikatne poruszenie musiało zostać skorygowane w PS funkcją unsharp.
Nie stosowałem w czasie sesji zewnętrznych światłomierzy. Ufam Kanonowi, a poza tym umiem czytać wykresy i nawet jeśli podgląd był niby ok., to zawsze sprawdzałem jak rozkłada się światło i tonalność zdjęcia na wykresach. Ja zresztą uważam, że podgląd służy JEDYNIE do oceny kadrowania i kompozycji. Zarówno rzeczywista ostrość fotki i naświetlenie można ocenić jedynie na dużym monitorze i pliku.
6) Opis postprocessingu.
Obróbce podlegał plik RAW. Robię jedynie w RAW, bo uważam, ze mam wtedy kontrolę nad efektami pracy w PS i konwersja umożliwia już wstępną poprawę lub zmianę tego co uzyskałem na surowym zapisie. Nie uważam się za dobrego operatora DTP wiec i braki w tym zdjęciu są spore. Trzeba by poprawić cienie pod oczami, wyrównać trochę makijaż. Po prostu moje próby pogarszają efekt wiec zostawiam jak jest. W końcu nie drukuje tego w magazynach:) A gdybym musiał to wychodzę z założenia, że są od tego specjaliści, którzy też chcą zarobić. Z pozostałych rzeczy to poprawiłem kontrasty, zbiłem nasycenie kolorów, bo lubię efekt spranych kolorów i Levelami wyrównałem różnice w tonalności poszczególnych partii zdjęcia. Zabiegi podstawowe. Potem przyciąłem fotę, unsharp po zmniejszeniu i…. jest.
7) "filozofia"
Troszkę sprowokowany, z dużą nuta nieśmiałości, rozpoczynałem ten „wykład”.
I ten cudzysłów jest tutaj bardzo uzasadniony, bo absolutnie nie czuje się wykładowcom w dziedzinie fotografii. Proszę uznać więc, że jest to pewna próba przekazania mojego doświadczenia fotograficznego ludziom, którzy chcą poznać kulisy pracy z modelem/modelką, z portretem ludzkim ogóle. Może to trochę śmiesznie brzmi dla kolegów, którzy znają mnie z zupełnie innej strony fotografii, czyli ptaków, ale parałem się nie tylko przyrodnicza fotografią.
Dodam jedynie, że traktować chciałem bardziej o fotografii portretowej stylizowanej niż portrecie w ogóle. Bo mnie interesuje stwarzanie rzeczywistości w portrecie. Nie oddanie tego co jest (reportaż), ale właśnie zbudowanie tego co mam w głowie.
Jak więc zacząć?
Może tak: nie jestem zawodowcem. Nie żyje z fotografii i praktycznie na niej nie zarabiam.
Traktuje ją jako hobby. Od kilkunastu lat fotografuje różne dziedziny. To poszerza ogląd fotografii i pozwala łatwiej poruszać się w kolejnych projektach. Poza tym, buduje się doświadczenie sprzętowe, które jest moim zdaniem nieodzownym aspektem „umienia robienie zdjęć”. Denerwuje mnie i smieszy gadanie, że dobrą fotę zrobić można Holgą czy Zenitem. Pewnie można. Ale po cholerę się męczyć? Być może w tego typu fotografii (portret) rzeczywiście nie trzeba mieć 8kl./s, ale jakoś szkieł jest już nieodzowna. Wiec stałoogniskowe szkła to często podstawa. Polecam gorąco. Róznica jest naprawde widoczna. W plastyce, w rozmyciu w perspektywie.
A portret?
Może krótka historia, która się przyda do zrozumienia skąd u mnie temat portretowy. Nie wszyscy bowiem są stworzeni do pracy z ludźmi. To żadna ujma, po prostu czasami przełamanie wstydu do obcowania z modelami jest bardzo trudne. Zwłaszcza jeśli fotografia jest bardzo emocjonalna i osobista.
U mnie doga do pracy z ludźmi była dość prosta. Niewielkie doświadczenia z pracą fotoreportera w lokalnych dziennikach (oj zamierzchłe czasy studiów) sprawiły, że niejako z obowiązku zacząłem fotografować ludzi. W ich codziennych sytuacjach, ale też coraz częściej pojawiały się zlecenia robienia zdjęć tzw. ilustracyjnych. Trzeba pokazać kogoś w jego miejscu pracy, ale nie przy biurku, tylko wymyślać jakiś ciekawy dla odbiorcy aspekt, złapać jakieś światło, ujęcie oddające specyfikę i charakter człowieka. Wkrótce wyczerpały się pomysły na biurka, drzwi, krzesła wyniesiona na ulice i człowiek mimowolnie zaczął „odjeżdżać” z modelami w strony zupełnie abstrakcyjne choć nadal w ramach zlecenia.
I tutaj narodziła się pierwsza jaskółka „wiosny fotograficznej” w mej głowie.
Skoro można człowieka namówić do tego, aby stanął na środku ulicy na jednej nodze i włożył sobie na głowę talerz z XVII wieku i jest to dyrektor muzeum w Gdańsku - to widocznie ludzie lubią takie zdjęcia, a czytelnik zawsze zapamięta takiego ‘gościa’ bardziej niż smutnego pana za stołem.
Tak zrodziła się fotografia portretowa kreacyjna w mojej głowie. Dalsze kroki to już rzemiosło i opanowanie kanonów pracy ze światłem zastanym. Do dzisiaj sporadycznie używam błysku. Nawet jako dopełnienia. Wole poczekać na pochmurny dzień, aby oszczędzić modelowi walenia po oczach. Różnica w pracy z niedoświadczonym modelem, który reaguje na błysk jest naprawdę wielka. Błysk rozprasza i robi z sesji kolejne ujęcia. Porwane. Jak nie używam lampy to zdjęcia płyną, poza świadomością modelki.
Naturalnym następstwem była późniejsza praca już z modelami, którzy po prostu zaczęli mi służyć do realizacji kolejnych pomysłów, już czysto osobistych i przeznaczonych do szuflady. Tutaj warto napomknąć, że mój stosunek do modeli ma charakter czysto przedmiotowy. Ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Jak cześć fotografów, tak i ja uważam, że model jest jednym z wielu, kolejnych elementów mojej sceny fotograficznej i to fotograf ma zagospodarować jego możliwości. Unikam więc współpracy z modelami na zasadzie: no pokaż coś od siebie, uśmiechnij się mała, czy owiane już legendą: „pokaż seks mała” :). Ja zdecydowanie kreuje to co się dzieje w studio czy na plenerze. I moim zdaniem tak właśnie powinno być. Stąd ew. „porażki” całości sesji są przypisywane na moje konto w całości i nigdy nie powiem, ze to wina modela. Choć oczywiście są modele, którzy lepiej lub gorzej potrafią wejść w moje oczekiwania.
No to chyba na tyle. Nie wiem na ile przyda się to moje bajanie, ale życzę wszystkim powodzenia.